Szłam tam z drżącym sercem, myśląc o tych wszystkich ploteczkach słyszanych o weekendowych zajęciach, ogromie pracy i grupach, w których ludzie zwyczajnie nie chcą/nie mają czasu się poznać.
Oczywiście prawda leży sobie gdzieś po środku jak zwykle - na pewno jest co robić w ciągu wolnego od zajęć tygodnia, ale na szczęście nie wszystkie obawy się sprawdziły. Na grupę z pewnością nie mogę narzekać (; .
Studiuję w mieście daleko od obecnego domu, za to "o rzut beretem" od tego rodzinnego. Miałam gdzie spać, nie tułałam się w tę i z powrotem co dnia. Z powodu planu zajęć i szeroko pojętej komunikacji miejskiej wracałam pociągiem dopiero w poniedziałkowy poranek. Od razu biegiem do pracy. W pracy trafiła się Koleżanka Nadgodzinka.
Kiedy już udało mi się wyjść... Pks! Po drodze zakupy, długa droga pod górę jedną i drugą i nareszcie jest! Dom!
Kiedy już udało mi się wyjść... Pks! Po drodze zakupy, długa droga pod górę jedną i drugą i nareszcie jest! Dom!
Ta chwila, kiedy usiadłam w wielkim fotelu-gnieździe, a obok mnie ułożyła się Fatum, złożyła swój czarny łepek na moim kolanie i zwyczajnie zasnęła... To jest właśnie chwila bezcenna.
Spokój, bezpieczeństwo, oddech. Miłość.
Istnieją czasem ludzie, których da się określić jednym słowem, jednym zdaniem ewentualnie.
W moim przypadku to zdanie brzmi: "Otwarta gaduła". Uwielbiam spotykać nowych ludzi, wymieniać poglądy, dyskutować, śmiać się, dowiadywać nowych rzeczy, poznawać świat.
Ale kiedy wreszcie wracam do domu, po całym takim intensywnym dniu, błogosławieństwem jest ciepła herbata, kot na głowie i książka.
Każde życie opiera się na jakichś filarach. Jak dom. Takimi filarami w moim życiu są zwierzaki. I chyba powie to każdy przyjaciel/opiekun Braci Mniejszych - kiedy już raz otworzysz drzwi przed jednym psem, kotem, królikiem, kanarkiem... Już nie da się ich zamknąć.
Dobrze jest wrócić do domu.