sobota, 23 listopada 2013

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Czym jest normalność?
Czy tym, co za normę ma ogół społeczeństwa?
Według mnie to, co normalne, to dla nas sytuacje, które w naszym życiu pojawiają się najczęściej, takie, wśród których wyrastaliśmy i do których przywykliśmy.

To, co jest "normalne" dla dziecka z "dobrego domu", będzie czymś zaskakującym i dziwnym dla dziecka z "patologicznej rodziny".
Dla takiego biednego, smutnego dziecka, normalnym będzie, że rodzice są pod wpływem alkoholu, ojciec bije, matka płacze, a brat jeszcze co innego.
Jeżeli takie dziecko mieszka w otoczeniu innych, podobnych rodzin, będzie się ono tylko utwierdzało w przekonaniu, że tak ma wyglądać życie, że "wszyscy tak mają".
Prędzej czy później to dziecko zauważy oczywiście, że nie zawsze tak jest, nie wszyscy żyją w ten sposób. Może odkryje, że są dzieci, na które w domu czeka obiad każdego dnia, które mogą pograć z tatą w piłkę a z mamą upiec ciasteczka. Może odkryje, że to dzieci, których największym strachem jest myśl, że może zabraknąć ulubionych lodów na podwieczorek.
Co zrobi takie dziecko? Czy pozostanie w tym, co do tej pory uznawało za "normalne", czy spróbuje wyrwać się, stworzyć inne, lepsze życie?

W ciągu ostatnich kilku lat usłyszałam od paru "mądrych głów", że marzenie takiego dziecka o lepszym życiu nie ma prawa się spełnić. "Co wyrasta z patologii pozostanie patologią". Ludzie się oczywiście nie zmieniają, to, co zostało uwarunkowane jako pierwsze, już takie pozostanie na zawsze. Trzeba jak najbardziej przyjąć, że może istnieć jakaś jednostka w granicach "błędu statystycznego", ale przecież to będą nieznaczne odchylenia od założeń.
Mówiąc "mądre głowy" mam na myśli magistrów, profesorów, wykwalifikowanych lekarzy, psychologów i psychiatrów.
W konfrontacji z tym radykalnym poglądem tak wielu wykształconych ludzi, moje własne poglądy wydają mi się małe i nietrafne. Mogę mieć przecież niewystarczającą wiedzę, źle rozumieć temat, wreszcie - być zwyczajnie naiwną osobą.
A jednak nie chcę wierzyć w te słowa.
Nie potrafię pogodzić się z takim założeniem. To by znaczyło, że dla zbyt wielu ludzi w Polsce i na całym świecie zwyczajnie nie ma nadziei.
Bitwa pomiędzy natywizmem a empiryzmem trwa, a zakładać, że istniejemy, mając w sobie po trosze z jednego i drugiego, zwyczajnie nie sposób, gdyż taki pogląd byłby po prostu "miałki i nudny".*
Ja jednak mam wrażenie, że pewne poglądy zawsze będą się przenikały. Możemy sięgać po skrajności lub próbować odnaleźć złoty środek.
Ale nie wolno nam z góry spisywać człowieka na straty tylko przez wzgląd na to, w jakiej rodzinie się urodził, jakie cechy odziedziczył czy jakie zachowania zostały mu wpojone w procesie socjalizacji i wychowania.




*Słowa cytowane za profesorem, z dzisiejszego wykładu.