czwartek, 28 lutego 2013

Zbiór myśli wszelakich.

Kiedy w jednym miejscu zbierze się cała rodzina, zwierzęce stadko powiększa się. Póki co wszystkiego razem mamy: trzy psy i dwa koty.
Psy wybiegły przez otwartą bramę z ogrodu. Gdy tylko to zauważyłam, chciałam pobiec za nimi, a przez uchylone właśnie drzwi wymknął się kot. Gremlin.
Próba opanowania czterech żywiołów na raz skończyła się tym, że psy co prawda wróciły, ale kota nie znalazłam. Szukałam go, przeszłam całe nasze "miasto", zaglądałam do każdego ogrodu, w każdą uliczkę, w każde krzaki. Ruszyłam w góry. Szukałam, krzyczałam, w domu wyłam z rozpaczy. Jak znaleźć czarnego kota, który niczym się nie wyróżnia?
Ma nietypowy złotawy kolor oczu, ale kto to zauważy z odległości?

Dziesiątki, może nawet setki czarnych kotów błąkają się po okolicy, który to ten właściwy?
Minął dzień, tydzień, miesiąc, nie, straciłam rachubę, już nie wiem, zupełnie nie wiem ile czasu minęło. Szukam i szukam, wołam i płaczę, tak bardzo się bojąc, że już nigdy go nie zobaczę, że coś mu się stanie, że błąka się gdzieś, głodny, ranny...

I nagle budzę się. Leżę na boku, na mojej ręce Gremlin. Tulę go do siebie mocno, a on śpi w najlepsze, tuż przy mnie. Za plecami mam Tofika, a psa gdzieś w nogach pod kołdrą.
Jesteśmy razem. Wszyscy bezpieczni. Uff.
Nigdy, przenigdy nie śnił mi się straszniejszy sen, niż ten.

A skoro o czarnych kotach mowa, to czy jesteście przesądni? Większość ludzi, których znam, odpowie "nie". Jednak większość z tej wymienionej właśnie większości, na widok czarnego kota wyczynia przedziwna uliczne wygibasy, żeby tylko nie przebiegł im drogi.
Toteż pytam.
Ja na przykład nie mogę się powstrzymać od uśmiechu, gdy drogę przebiega mi czarny kot. Od razu w głowie pojawia się myśl: "oho! To będzie dobry dzień!". I zwykle właśnie taki jest. Więc może ja też jestem przesądna, tylko w drugą stronę? Ze mną to właśnie tak bywa - wszystko na opak.

sobota, 16 lutego 2013

Z okazji Światowego Dnia Kota

Z okazji zbliżającego się Światowego Dnia Kota życzę wszystkim kotom: miękkich posłań do spania, wielu rąk do głaskania, własnego człowieka(lub dwóch) do kochania i przyjaciół do brykania. W końcu w każdym kocie drzemie odrobina Tygrysa - równie dobrze może to być Tygrys z Kubusia Puchatka (; .

Od ostatniego wpisu towarzyszyło mi mnóstwo myśli i wątpliwości, o czym powinnam napisać tym razem. Może więc czas przedstawić nasze domowe stadko.
Dzięki Rev mogliście już je zobaczyć - Tofika, co to zawsze chce się tulić i brykać, na Fatum, która niewzruszenie drzemie, kocie psotki mając za nic, oraz Gremlina, przedstawionego pokrótce w poprzedniej notce.

Fatum to suczka, mix kundliszcza z dalmatyńczykiem, co zdradza jedynie biała krawatka usiana czarnymi kropkami. Jest niewielkim pieskiem, pełnym radości i miłości do całego świata. Jednak początki, jak już ustaliliśmy, zwykle są trudne. Mój młodszy brat przyniósł ją kiedyś do domu, ot, by pokazać kruszynkę. Kilka obgryzionych książek, beztroskich wycieczek w świat i jednej zdewastowanej ramie łóżka później wszystko jest już pod kontrolą. Mniej więcej. Nigdy nie denerwowałam się jakoś szczególnie zniszczeniami, w końcu - cóż, to tylko rzeczy. A odkąd nauczyła się, że warto swoich człowieków pilnować, bo oni tacy nieporadni i w ogóle jacyś zagubieni, bez psa sobie nie poradzą, to już w ogóle nie ma na co narzekać.
Nie bez znaczenia pozostaje jednak ważna cecha Fatum - umiłowanie świata. Próbowała bawić się z wszelkimi napotkanymi kotami, żabami, z salamandrą plamistą a nawet jastrzębiem. Zatem zdecydowaliśmy - potrzebujemy kota!
Po ustaleniu, że to zdecydowanie kocur być musi i basta, okazało się, że niedaleko okociła się oswojona, ale wychodząca kotka.
Po pół godzinie tulenia biało-czarnego kociaka, mówienia do niego i zachwycania się, padło ważne zdanie "teraz musimy tylko wymyślić, jak go nazwać!". Jednak mówiąc to, akurat spojrzałam na innego kota. Zupełnie czarnego, z nietypowym pyszczkiem. "Zobacz! Ten to ma pyszczek, jak Gremlin!". I koniec. Wytulony i wygłaskany kociak wrócił do mamusi, a po upewnieniu się, że nazwany Gremlinem jegomość to faktycznie jegomość - stało się. Mieliśmy kota. Była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Pies z kotem zrozumiał się świetnie, choć na początku dla małego kociaka to była spora zmiana. Zniósł ją dzielnie. Okazał się przyjaznym kompanem, ale z charakterem. Na wiele rzeczy jest w stanie pozwolić nam, jako opiekunom, jednak nie raz byliśmy świadkami spektakularnych policzków, jakie wymierzał niechcianym akurat adoratorom. Na szczęście Gremlin to gentelman i obywało się bez pazurów. Zazwyczaj.
Tofik trafił do nas zupełnie przypadkowo. I choć po mamie są z Gremlinem braćmi, to ojcem Tofika musiał być Main Coon. Jak na (pół) Main Coona przystało, Tofik na czole ma "M", a charakter na wpół psi. Na przykład przychodzi na wołanie - a jeżeli akurat śpi, na wołanie zawsze chętnie odpowie jego ogon. Jest najbardziej przytulaśnym kotem, jakiego w życiu widziałam. Jest również najbardziej liniejącym kotem, jakiego w życiu widziałam. Ale spokojnie - zbyt wielu to ja ich na żywo nie spotkałam, autorytetem nie jestem.
Tofik miał kochających właścicieli, którzy mieszkali w domku z ogrodem i pozwalali kotom biegać, gdzie kocia dusza zapragnie. Wiele kotów zginęło pod kołami na pobliskiej drodze, inne zostały porwane przez jastrzębie, czy też zwyczajnie z ufnością im tylko właściwą, wskakiwały do otwartych samochodów i odjeżdżały w siną dal z obcymi ludźmi. Takie to już było stadko.
Któregoś dnia Tofik również zniknął. Opłakany przez rodzinę i przyjaciół, wrócił kilka dni później. Wychudzony i przestraszony. Potrzebował dużo więcej uwagi, niż jego ówcześni właściciele mogli mu poświęcić, więc po krótkiej acz burzliwej rozmowie, przygarnęliśmy go.
Krótka i burzliwa rozmowa wyglądała następująco:
M: Mężu, a może byśmy wzięli Toficzka?
K: Żono, uduszę Cię...
M: Ależ za co tym razem?
K: Pomyślałem sobie, że jeśli nie zapytasz, to Ci nie powiem, że o tym myślę, ale jak to sama zaproponujesz, to go przygarniemy...


Obyło się bez duszenia.
Po niełatwych dwóch tygodniach przystosowawczych stadko przyjęło do wiadomości, że wygląda jak wygląda i tak już zostanie. Fatum nic sobie nie robiła z pojawienia się kolejnego kociska, ale Gremlin odczuł to jak osobistą obrazę.
Wszystko już między nimi w porządku. A z poprzednimi opiekunami Tofika wciąż się widujemy, oczywiście odwiedzamy ich z kotem (: .


Na domowe stadko składają się jeszcze dwa człowieki:
M - żona oraz K - mąż. Nad nimi nie będziemy się rozwodzić jakoś szczególnie, w końcu to nie o nich ma być blog (;  .


P.S.
Lubię słowo człowieki. Wiem, że jest niepoprawne gramatycznie. Ale to jedno niepoprawne słowo można przełknąć.

Dziękujemy pięknie Rev, która stworzyła obraz, plakat, ikonę, cokolwiektobyćmoże, spoczywający u góry bloga i dający Wam pojęcie, o czym w ogóle mowa. Idealnie oddaje charaktery psotków. Ano właśnie, bo pies i dwa kotki to psotki. Tak, gdybyście nie wiedzieli (;



poniedziałek, 4 lutego 2013

Początki - te, co to zwykle są trudne.


"A jak już jesteśmy przy ochronie, to ja dam ci podarek. Kotka. Będziesz go karmił, czesał i codziennie głaskał, bo kotek to bardzo lubi. Za to jak ktoś przyjdzie ciemną nocką, żeby ci poderżnąć gardło, to kotek go zeżre."

Ten cytat moim zdaniem całkowicie oddaje kocią naturę. W dużym uproszczeniu, jednak całkowicie.
Długo bałam się wszelakich strachów spod łóżka. Szczególnie po pewnym cezarowym eksperymencie. Zniknęły po pojawieniu się w naszym domu pierwszego kota.
Puszysty, czarny awatar destrukcji trafił do nas w sposób przypadkowy, o czym być może opowiem kiedy indziej.
Wraz z jego przybyciem zdałam sobie sprawę, że jeżeli cokolwiek żyło pod jakimkolwiek łóżkiem, zostało najpewniej upolowane, rozdrapane i w końcu zrzucone z wysokości. Tak, wiem. Poziom pod łóżkiem to poziom podłogi, nie ma tam żadnej wysokości. Musicie mi jednak uwierzyć - Gremlin jest mistrzem w zrzucaniu wszystkiego zewsząd, więc na pewno i to by mu się udało. Lubi obserwować, jak coś spada. Odnalazłby się jako sędzia na zawodach skoków narciarskich, jak przypuszczam.
Czasem najlepszym sposobem na własne życie jest podzielenie się nim z innymi.
Kociarze bardzo wiele potrafią znieść i "zwykli śmiertelnicy" nieraz pukają się w czoło z powątpiewaniem.
Bo jak to tak? Kot chodzi po meblach, po stole nawet? Jakże to, kot śpi na fotelu, który właśnie miałeś zająć, więc zamiast go obudzić z pokorą idziesz po krzesło? Dlaczego nie masz żadnych ozdób, figurek z podróży - że co? Że kot zrzuca, więc wszystko gdzieś chowasz? Chyba kpisz!
Ponoć kocią sierść można znaleźć w mieszkaniu kociarza w jeszcze zamkniętym mleku.
My ostatnio znaleźliśmy w zamarzniętej kostce lodu.
Ale przecież to niewielka cena za to, że kot przyjdzie, siądzie Ci na kolanach i poprosi "pogłaszcz mnie!". To niewielka cena za to, że w razie potrzeby możesz go zawsze podnieść, a on to znosi bez szemrania. I kiedy zasypia obok Ciebie, na Twoich nogach czy… no, nie czarujmy, czasem zasypia nawet na twarzy… I kiedy możesz go dotknąć podczas snu, a on tylko zamruczy, czując się bezpiecznie… Wtedy, właśnie wtedy to jest najpiękniejszy z momentów. W swoich rękach masz czyjeś istnienie. Opiekujesz się stworzeniem, które ma własną osobowość, potrzeby, humory. Darzy Cię pełnym zaufaniem. Kocha.
Właśnie po to są koty – żeby je kochać. I żeby w zamian broniły nas wszystkich przed strachami spod łóżka, czy zmorami, które zamieszkują łazienki w te noce, po oglądaniu horrorów. O.

P.S.
Wiem, jest chaotycznie. Ale to się pewnie nie zmieni (; . W każdym razie właśnie takie przemyślenia pchnęły mnie do założenia bloga. Tematyka będzie ogólnie zwierzęca, choć czasem może zbaczać na inne tory.
Dziękuję za uwagę.