Z okazji zbliżającego się Światowego Dnia Kota życzę wszystkim kotom: miękkich posłań do spania, wielu rąk do głaskania, własnego człowieka(lub dwóch) do kochania i przyjaciół do brykania. W końcu w każdym kocie drzemie odrobina Tygrysa - równie dobrze może to być Tygrys z Kubusia Puchatka (; .
Od ostatniego wpisu towarzyszyło mi mnóstwo myśli i wątpliwości, o czym powinnam napisać tym razem. Może więc czas przedstawić nasze domowe stadko.
Dzięki Rev mogliście już je zobaczyć - Tofika, co to zawsze chce się tulić i brykać, na Fatum, która niewzruszenie drzemie, kocie psotki mając za nic, oraz Gremlina, przedstawionego pokrótce w poprzedniej notce.
Fatum to suczka, mix kundliszcza z dalmatyńczykiem, co zdradza jedynie biała krawatka usiana czarnymi kropkami. Jest niewielkim pieskiem, pełnym radości i miłości do całego świata. Jednak początki, jak już ustaliliśmy, zwykle są trudne. Mój młodszy brat przyniósł ją kiedyś do domu, ot, by pokazać kruszynkę. Kilka obgryzionych książek, beztroskich wycieczek w świat i jednej zdewastowanej ramie łóżka później wszystko jest już pod kontrolą. Mniej więcej. Nigdy nie denerwowałam się jakoś szczególnie zniszczeniami, w końcu - cóż, to tylko rzeczy. A odkąd nauczyła się, że warto swoich człowieków pilnować, bo oni tacy nieporadni i w ogóle jacyś zagubieni, bez psa sobie nie poradzą, to już w ogóle nie ma na co narzekać.
Nie bez znaczenia pozostaje jednak ważna cecha Fatum - umiłowanie świata. Próbowała bawić się z wszelkimi napotkanymi kotami, żabami, z salamandrą plamistą a nawet jastrzębiem. Zatem zdecydowaliśmy - potrzebujemy kota!
Po ustaleniu, że to zdecydowanie kocur być musi i basta, okazało się, że niedaleko okociła się oswojona, ale wychodząca kotka.
Po pół godzinie tulenia biało-czarnego kociaka, mówienia do niego i zachwycania się, padło ważne zdanie "teraz musimy tylko wymyślić, jak go nazwać!". Jednak mówiąc to, akurat spojrzałam na innego kota. Zupełnie czarnego, z nietypowym pyszczkiem. "Zobacz! Ten to ma pyszczek, jak Gremlin!". I koniec. Wytulony i wygłaskany kociak wrócił do mamusi, a po upewnieniu się, że nazwany Gremlinem jegomość to faktycznie jegomość - stało się. Mieliśmy kota. Była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Pies z kotem zrozumiał się świetnie, choć na początku dla małego kociaka to była spora zmiana. Zniósł ją dzielnie. Okazał się przyjaznym kompanem, ale z charakterem. Na wiele rzeczy jest w stanie pozwolić nam, jako opiekunom, jednak nie raz byliśmy świadkami spektakularnych policzków, jakie wymierzał niechcianym akurat adoratorom. Na szczęście Gremlin to gentelman i obywało się bez pazurów. Zazwyczaj.
Tofik trafił do nas zupełnie przypadkowo. I choć po mamie są z Gremlinem braćmi, to ojcem Tofika musiał być Main Coon. Jak na (pół) Main Coona przystało, Tofik na czole ma "M", a charakter na wpół psi. Na przykład przychodzi na wołanie - a jeżeli akurat śpi, na wołanie zawsze chętnie odpowie jego ogon. Jest najbardziej przytulaśnym kotem, jakiego w życiu widziałam. Jest również najbardziej liniejącym kotem, jakiego w życiu widziałam. Ale spokojnie - zbyt wielu to ja ich na żywo nie spotkałam, autorytetem nie jestem.
Tofik miał kochających właścicieli, którzy mieszkali w domku z ogrodem i pozwalali kotom biegać, gdzie kocia dusza zapragnie. Wiele kotów zginęło pod kołami na pobliskiej drodze, inne zostały porwane przez jastrzębie, czy też zwyczajnie z ufnością im tylko właściwą, wskakiwały do otwartych samochodów i odjeżdżały w siną dal z obcymi ludźmi. Takie to już było stadko.
Któregoś dnia Tofik również zniknął. Opłakany przez rodzinę i przyjaciół, wrócił kilka dni później. Wychudzony i przestraszony. Potrzebował dużo więcej uwagi, niż jego ówcześni właściciele mogli mu poświęcić, więc po krótkiej acz burzliwej rozmowie, przygarnęliśmy go.
Krótka i burzliwa rozmowa wyglądała następująco:
M: Mężu, a może byśmy wzięli Toficzka?
K: Żono, uduszę Cię...
M: Ależ za co tym razem?
K: Pomyślałem sobie, że jeśli nie zapytasz, to Ci nie powiem, że o tym myślę, ale jak to sama zaproponujesz, to go przygarniemy...
Obyło się bez duszenia.
Po niełatwych dwóch tygodniach przystosowawczych stadko przyjęło do wiadomości, że wygląda jak wygląda i tak już zostanie. Fatum nic sobie nie robiła z pojawienia się kolejnego kociska, ale Gremlin odczuł to jak osobistą obrazę.
Wszystko już między nimi w porządku. A z poprzednimi opiekunami Tofika wciąż się widujemy, oczywiście odwiedzamy ich z kotem (: .
Na domowe stadko składają się jeszcze dwa człowieki:
M - żona oraz K - mąż. Nad nimi nie będziemy się rozwodzić jakoś szczególnie, w końcu to nie o nich ma być blog (; .
P.S.
Lubię słowo człowieki. Wiem, że jest niepoprawne gramatycznie. Ale to jedno niepoprawne słowo można przełknąć.
Dziękujemy pięknie Rev, która stworzyła obraz, plakat, ikonę, cokolwiektobyćmoże, spoczywający u góry bloga i dający Wam pojęcie, o czym w ogóle mowa. Idealnie oddaje charaktery psotków. Ano właśnie, bo pies i dwa kotki to psotki. Tak, gdybyście nie wiedzieli (;

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz