środa, 19 czerwca 2013

Całego świata nie uratujesz

Większość z nas używa popularnych portali społecznościowych. Nie wszyscy, ale zdecydowanie większość.
Każdego dnia na takich portalach ludzie tworzą mnóstwo pro zwierzęcych ogłoszeń. Od tych najbardziej w moim odczuciu bezsensownych (w stylu 1 like = 1 zł ... bo kto niby te złotówki powypłaca? Hm?) po naprawdę przemyślane prośby pomocy lub propozycje wsparcia.
Dobrze, że znajdują się ludzie, którym los zwierzaków nie jest obojętny. Dobrze też, że nie pomija się w tym wszystkim również psich czy kocich opiekunów.
Ostatnio natrafiłam na świetną akcję prowadzoną przez psygarnij.pl pomagającą właścicielom znaleźć tymczasowe domy dla pociech, kiedy ci wybierają się na wakacje.
Oczywiście są ludzie, którzy lubią podróżować ze swoimi psiakami, szczególnie, że pies może towarzyszyć człowiekowi w coraz większej ilości miejsc publicznych (jak hotele czy restauracje).

Są i tacy, którzy, nie mogąc zabrać ulubieńca, lub chcąc mu oszczędzić stresu związanego z długą podróżą, sami znajdą odpowiedniego opiekuna, tymczasowe lokum lub wynajmą psi hotel. Ale do tego trzeba być świadomym, odpowiedzialnym właścicielem.
Nie każdemu chce się szukać informacji czy po prostu coś przeczytać. W dobie szeroko dostępnego internetu taka ignorancja zaskakuje mnie każdego dnia.
Niektórzy właściciele psów są jednak trochę zagubieni w gąszczu zalewających ich informacji. To być może ich pierwszy psiak, pierwszy rok ze zwierzakiem, nie do końca wiadomo, kogo słuchać, komu zaufać, na co się zdecydować.
Wiem, sama też przez to przechodziłam. 
Dlatego naprawdę cieszę się, że są ludzie, którzy obok zwierząt, chcą pomagać również innym ludziom.
Daje to nadzieję, że naszego społeczeństwa nie ogarnęła doszczętnie znieczulica.
Łatwo jest potępiać. "Bo on trzyma psa na łańcuchu!", "A ona nie zabiera psa do weterynarza! Nawet go nie odrobaczyła!", "Ich koty mają świerzb, a oni nic z tym nie robią!"... Skrajne przypadki, mówiące o okrucieństwie wobec zwierząt, są nagłaśniane i piętnowane, ale i te świadczące o zaniedbaniach nie mogą liczyć na taryfę ulgową.
Nie twierdzę, że taka się należy. Ale może zamiast na hurra krzyczeć i kamieniować, warto najpierw porozmawiać? Uświadomić?
Niestety na ludzi w naszym kraju wciąż oddziałują echa przeszłości. Tak było z dziada pradziada to po co to zmieniać?
Szczególnie osoby dorosłe i starsze źle znoszą krytykę. Kiedy do czterdziestolatka podchodzi osiemnasto- czy dwudziestoletnia dziewczyna i próbuje mu wyjaśniać, że z psem powinien postępować trochę inaczej, ten wspomniany wyżej mężczyzna wyśmieje ją, albo co gorsza nawrzeszczy, że się "g*wniara" wtrąca w nie swoje sprawy.
Z dziećmi jest łatwiej. Są otwarte i ciekawe świata. I są naszą przyszłością, więc powinniśmy dawać im dobry przykład.
Jednak w tej szalonej misji ratowania wszystkich Burków i Mruczków musimy pamiętać, że nie wszystkich braci mniejszych da się uratować. Nie znaczy to, że mamy przechodzić obojętnie obok psiego nieszczęścia. Jednak jeśli, mimo naszych starań, nie uda się już naprawić tego, co zepsuł inny człowiek, powinniśmy umieć sobie wybaczyć.
Sama nie raz szalałam, szukając domów dla opuszczonych przez matkę kociąt czy przygarniając, co się da, pod swój dach. I nie raz płakałam, kiedy coś poszło nie tak, kiedy psie czy kocie maleństwo, tak bardzo zasługujące na miłość, nie przetrwało. Trzeba jednak obiektywnie oceniać własne możliwości. Jeżeli wiemy, że w tej chwili nasz dom osiągnął już maksimum znajd, na więcej po prostu nie możemy sobie pozwolić ani czasowo, ani finansowo, to zwyczajnie zmieniamy strategię. Skoro nie możemy zapewnić domu u siebie, szukamy go gdzie indziej. Wierzę, że dobrych ludzi jest więcej, niż tych złych, więc oddanie znajdy "w dobre ręce" nie jest takie trudne. 

Życzę Wam powodzenia w zmienianiu świata. Jak to mówił Shrek do Osła: "Kroczek po kroczku i tylko nie patrz w dół". (;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz