Tak. Wiem. Pisuję niezwykle rzadko. Sześć notek od początku roku to nie jest szałowy wynik.
Jednakże w częstszym pisaniu przeszkadzają mi dwie rzeczy:
1) przekonanie, iż pisanie na siłę prowadzi niechybnie do czytania na siłę... Jeśli mam wenę - to się po prostu czuje, czyta się jakoś lekko, przyjemnie, bez spiny.
2) zwyczajnie... nie mam czasu. I właśnie o tym dzisiejsza notka.
Przypadkiem w pewien poniedziałek odwiedziły mnie trzy koleżanki Nadgodzinki. Dwie z nich tak bardzo za mną tęskniły, że przyszły jeszcze we wtorek rano. Później już z górki: środa, czwartek, piątek, sobota i niedziela w pracy.
Na szczęście to tylko jeden tak intensywny tydzień. Jednak jest to tydzień, w którym dla psotków mam już tylko dobre słowo i nasenne przytulanki. Koty to pół biedy, one z natury lubią leniuchować i wystarczy im, że mogą spać na człowieku. Ale Fatum?
Dotarło do mnie, że moja kochana psinka jest ostatnio odrobinkę cóż... zaniedbana. Nie brakuje jej niczego, oprócz obecności jednego z dwóch jej człowieków.
Postanowiłam zatem przeredagować odrobinkę swoje życie, na urodziny zażyczyłam sobie specjalny osprzęt i TA-DAM. Już od pewnego czasu biegam z psem.
Specjalny osprzęt to pas ze smyczą amortyzującą szarpnięcia (ten zakupiony przeze mnie daje radę z pieskami do 40 kg, mój psiak waży jakieś 13 kg, więc nie narzekam), a bieganie zdarza się na razie 3 razy w tygodniu po pół godziny.
Być może ktoś powie "krótko i rzadko!", ale trzeba wziąć pod uwagę swoje własne możliwości oraz predyspozycje psiaka. Fatuma jest posturą podobna do charta czy dalmatyńczyka, tyle że o wiele mniejsza. Jest przyzwyczajona do biegania z prędkością światła gdziekolwiek zechce.
Konieczność dostosowania tempa do człowieka, który wlecze się za nią jest sporym wyzwaniem. Pod koniec zwykle zaczyna podgryzać smycz z irytacji, ale wierzę, że do wszystkiego się przyzwyczai - tak, jak do regularnego zakraplania środkami przeciw pchłom i kleszczom czy mycia zębów (oczywiście psią pastą!).
Wiem, że czasem ciężko jest zmotywować się do zmian, szczególnie osobom, które ogólnie mają tendencję do odkładania wszystkiego na później (a takich jest coraz więcej - czego dowodzi popularność słowa prokrastynacja). Jednak czasem warto zastanowić się nad tym, co jest naprawdę ważne. W moim przypadku - ważniejsze niż własna wygoda (odrobinę krótszy sen, gdyż biegamy rano) była radość zmęczonego ulubionym zajęciem psa, który po powrocie opróżnia pół miski z wodą, a później drzemie przez jakiś czas i być może śni o mijanych rowerzystach lub spotkanych po drodze kotach i psach.
Chyba spotkanych po drodze psich mailach, jak to mi powiedział pewien starszy pan, gdy próbowałam odciągnąć Melę od wąchania kupek: pani, niech jej pani da odczytać wiadomości, proszę jej teraz nie przeszkadzać, wszak ona nie przeszkadza gdy sprawdza pani skrzynkę czy odczytuje sms'y. :P
OdpowiedzUsuń